Azja,  Bali,  Indonezja,  Podróże

Bali – „serce” Indonezji? Część 2. Atrakcje.

Bali jest bardzo bogate w atrakcje turystyczne. Można zwiedzać liczne świątynie, wodospady, tarasy ryżowe, spacerować po miasteczkach lub opalać się na plaży. Każdy znajdzie coś dla siebie.

W dwóch kolejnych postach chcielibyśmy pokazać Wam miejsca, które zwiedziliśmy podczas naszego pobytu na wyspie.

Trekking na wulkan Batur

Będąc na Bali nie można odmówić sobie odrobiny relaksu w postaci masażu. W naszym poście dotyczącym Ubud wspominamy wspaniały salon masażu, gdzie za naprawdę niewielkie pieniądze można poczuć się jak w niebie. My postanowiliśmy skusić się na taki relaks przed wycieczką na wulkan Batur.

Formalności i wejście

Za 500 tys. IDR wynajeliśmy kierowcę na cały dzień (ok. 32 zł na głowę), który przyjechał po nas pod naszą willę o 2:00. Po krótkiej drzemce, masażu wcześniej i pełni nadziei na piękne wspomnienia, pojechaliśmy pod wulkan.

Na miejscu nasz kierowca znalazł dla nas przewodnika, który zebrał pieniądze za wstęp: 200 tys. IDR od osoby (ok. 50 zł.). Opłata za przewodnika wyniosła nas 500 tys. IDR za całą grupę (ok. 32 zł za osobę). Po formalnościach oraz wręczeniu nam latarek ruszyliśmy na szczyt.

Tempo było szybkie, kilka razy łapałam zadyszkę, ale zależało nam żeby wejść na szczyt jak najszybciej, aby zająć sobie dobre miejsce do podziwiania wschodu słońca. Droga jest miejscami stroma, ale najgorsze jest to, że pokrywa ją masa małych, drobnych kamyczków, przez co wchodzenie (a już tym bardziej schodzenie!) nie jest łatwe. Ważne jest, aby ubrać dobre buty, sandały a już w szczególności klapki nie są dobrym wyborem. Pamiętajcie także żeby się ciepło ubrać. Podczas wchodzenia można się rozgrzać, ale na górze zaczyna wiać, a wy nie robicie nic innego jak tylko siedzicie i czekacie. Więc warto zabrać kurtkę chroniącą nas przed zimnymi podmuchami, a może nawet czapkę 😉

Dobra rada: jeśli macie ze sobą mały kocyk, matę termiczną lub coś na kształt poduszki jaśka, weźcie go do plecaka. Lepiej się siedzi czekając na słońce, gdy „w pewne części” nie jest zimno 😁

Wschód słońca

Słońce wstaje ok 6:00, my byliśmy na miejscu chwilę po 4:00. Dostaliśmy kanapki z bananem – były przepyszne! Do dzisiaj nie jesteśmy pewni czy faktycznie były takie smaczne, czy po prostu my aż tak zmęczeni, zmarznięci i głodni. Do kanapek były również jajka ugotowane na twardo w wodach z tamtejszych gorących źródeł.

Gdy rozpoczął się spektakl słońca, wokół były już prawdziwe tłumy, cieszyliśmy się z naszego wcześniejszego przybycia i zajęcia dobrego miejsca. Podziwianie wschodu w takich okolicznościach było niesaowitym przeżyciem. Stopniowe rozjaśnianie się okolicy, coraz wyraźniejsze zarysy wulkanu Agung oraz stopniowe wzrastanie ciepła. Każdy nowy promień pojawiający się na niebie odczuwałam na swojej twarzy niczym ciepły powiew.

Mówi się, że pójście na trekking z rana jest komercyjne, że wszyscy tam chodzą, że nie warto… Nie prawda, nie do końca przynajmniej. Ludzi faktycznie było bardzo dużo, im większy tłum tym większy harmider. Ale mimo to, mimo całego zgiełku panującego na Batur, możliwość podziwiania budzącego się słońca jest warta wysiłku i pieniędzy. Jest to spektakl tak delikatny, spokojny, pełen harmonii, że napełnia nas ciepłem wznoszącego się słońca, wycisza i pokazuje jak najprostsze rzeczy na tym świecie, mogą być tymi najpiękniejszymi.

Bardzo chcieliśmy nagrać timelaps ze wschodu słońca… W sumie nagraliśmy, ale nie taki jakbyśmy chcieli. Tak to jest jak się jedzie na wakacje z nowym sprzętem, który nie do końca się potrafi obsługiwać 😄Mimo to jeśli macie chęć to zapraszamy do obejrzenia go w naszym filmie, fragment z Batur zaczyna się od 5:17 😉

Goa Gajah (Jaskinia Słonia)

Świątynia Goa Gajah, zwana również Elephant Cave (Jaskinią słonia) od naszej willi oddalona była o ok 7,5 km. Wybierając się na całodniowe zwiedzanie postanowiliśmy ją odwiedzić.

Świątynia

Gdy zajechaliśmy na obszerny parking pod Goa Gajah od razu zaatakowały nas panie sprzedające sarongi krzycząc, że bez nich nas nie wpuszczą (cena za sztukę 100 tys. IDR). Mówienie, że nie jesteśmy zainteresowani na dużo się nie zdawało… każde z nas musiało odwiązywać sarongi z pasa i szybko uciekać w kierunku kasy 😉

Razem z biletem wstępu, który kosztował 50 tys. IDR otrzymujemy bez dodatkowym kosztów sarongi do ubrania, po czym rozpoczynamy zwiedzanie świątyni. Nie jest ona duża, dość szybko można obejść całość. Balijczycy przygotowywali się akurat do święta, które miało nadejść w dniu kolejnym, więc przy okazji mogliśmy podziwiać jak pani plotą wianki i tworzą dekoracje do przyozdobienie Goa Gajah.

Prawdziwa Jaskinia Słonia

Po obejściu całości stanęliśmy przed wrotami do rzeczonej jaskini. W środku znajduje się niewielki posąg Ganesh, syna Shivy, który jest przedstawiany jako bóstwo z głową… domyślacie się? Oczywiście że chodzi o słonia 🐘 Zapewne od niego wzięła się nazwa świątyni (Jaskinia Słonia). W środku jest bardzo gorąco i niesamowicie duszno. Czułam się trochę jak w saunie, dlatego kolejny punkt okazał się dla nas wyjątkowo miły.

Wejście do jaskini

Ogród

Podczas gdy sama świątynia nie zachwyca wielkością, przylega do niej dość spory ogród, pełen zieleni i cienia, po którym z przyjemnością było spacerować. Dodatkowym miłym akcentem było stoisko gdzie przeurocza starsza pani błogosławiła turystów. Z ryżem na czole, kwiatkiem plumerii (mój ulubiony!) za uchem i lżejszym serduszkiem, jak to pięknie Adaś określił, ruszyliśmy w głąb ogrodu.

Przeurocza starsza pani daje nam błogosławieństwo.
Ogród w Goa Gajah

Pura Penataran Agung Lempuyang

Po zwiedzaniu Goa Gajah pojechaliśmy dalej w okolice miejscowości Amed, która bardzo nam się spodobała. Jednakże jedynie przejechaliśmy przez nią, gdyż naszym celem była świątynia Lempuyang, która słynie z bardzo „instagramowych” zdjęć w bramie z widokiem na wulkan Agung. Ze względu na wcześniej wspominane święto, do którego szykowali się Balijczycy, nie można było podjechać zbyt blisko. Po wpłacie 20 tys. IDR od osoby (w cenie sarong oraz chusta na ramiona dla pań) rozpoczęliśmy wdrapywanie się pod górę do świątyni. Słońce nie miało litości tego dnia, zdawało się wręcz, że celowo wysyła więcej promieni w sarongi, pod którymi się gotowaliśmy 😉

Idealne zdjęcie w bramie

Po dostaniu się do głównego punktu kompleksu zastała nas bardzo długa kolejka. Chwilę zajęło nam zorientowanie się za czym tyle osób stoi. Okazało się, że byli to chętni do wspomnianych wcześniej zdjęć w bramie świątynnej. Dwie panie pod parasolką siedziały w centralnym miejscu z widokiem na wulkan i za opłatą robiły zdjęcie. Zdradzić Wam sekret? Te cudowne lustrzane odbicia w wodzie to tak naprawdę… lustrzane odbicia 😁 Pod aparatem pani trzyma lusterko, dzięki czemu efekt końcowy jest tak spektakularny. My stwierdziliśmy, że nie zależy nam na zdjęciu, przez które mamy stracić godzinę lub dłużej na czekanie w kolejce.

Brama z widokiem na wulkan Agung.
Tu widać panie fotografujące w akcji 😉

Widok ze schodów

Zamiast tego rozpoczęliśmy wdrapywanie się na schody. Przy kasie otrzymaliśmy informację, że zastaniemy tam rzędy schodów. Turyści mogą wchodzić po prawych i lewych, środkowe są zarezerwowane wyłącznie na święta i ceremonie. Wybraliśmy lewą stronę i wspinaliśmy się na sama górę. W tak wysokiej temperaturze, stosunkowo niewiele stopni, dało nam trochę w kość. Ale wiecie co? Warto było. Widok z góry zapierał dech w piersi. Mogliśmy zaobserwować dżunglę, góry, pola ryżowe… oraz gwóźdź programu- wulkan Agung! Jakie mieliśmy szczęście, że był tak pięknie widoczny! Z tego co dowiedziałam się od naszych kierowców oraz z blogów, które czytałam przed wyjazdem, najczęściej pogoda jest bardzo pochmurna lub zamglona, co kończy się w najlepszym wypadku jedynie delikatnym zarysem jego postaci. Jeśli się nie mylę to nawet trochę podymił dla dodania efektu (byliśmy tam w czasie, gdy zwiększała się jego aktywność).

Widok ze szczytu schodów.

Tirta Gangga – pałac wodny

Po krótkim transferze dojechaliśmy do kolejnego punktu zwiedzania, czyli Tirta Gangga, tak zwanego pałacu wodnego, który zaskoczył nas bardzo przyjemnym klimatem. Na jego terenie panuje zakaz filmowania, ale zdjęcia można robić do woli 😉

Tirta Gangga

Wejście i dodatkowe atrakcje

Mimo dość sporej grupy turystów zwiedzało się go bardzo przyjemnie. Bilet wstępu kosztuje 30 tys. IDR, nie jest to świątynia, tylko dawny pałac, dzięki czemu nie ma obowiązku noszenia sarongów na jego terenie. Przed wejściem można zakupić, za ok. 5tys. IDR za paczkę, karmę dla karpi koi, które są tam trzymane w basenach. Jak sama nazwa wskazuje, na terenie Tirta Gangga znajdziemy bardzo dużo wody, fontann, basenów, po których nawet można chodzić 😊 Specjalne drewniane stopnie tworzą ścieżkę, którą można się poruszać, aby pooglądać rybki i je pokarmić.

Karpie koi
Wodna ścieżka

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie obeszli całego terenu dookoła. Dzięki temu mieliśmy okazję zaobserwować odrobinę straszne posągi, ogromnego pająka, którego miałam nadzieję nigdy nie zobaczyć na własne oczy, oraz mostek, idealny do zdjęć, do który nie jest zbyt oblegany przez turystów. Zdecydowana większość osób przebywających na terenie Tirta Gangga pozostaje na „wodnych ścieżkach” 🙂

Był ogromny, dobre 10 cm na długość 😱

Obiad i powrót do Ubud

Przed droga powrotną do Ubud, czekało nas jakieś 3 h jazdy, zatrzymaliśmy się na obiad. Pozornie nieinteresujące miejsce okazało się zadziwiająco smaczne. Sympatyczna pani miała z nami sporo pracy, bo nie dość że było nas czworo, to jeszcze dwóch głodnych facetów, w efekcie wybraliśmy połowę menu😀 Zjedliśmy między innymi jedne z lepszych satay z kurczaka podczas naszego pobytu (lepsze tylko w Nusa Dua). Najedzeni i zachwyceni pięknymi widokami i miejscami, zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy do Ubud. Gdy zajechaliśmy do willi było już ciemno, a my zmęczeni i zadowoleni.

Jak Wam się podobają te atrakcje? Zachęcają do odwiedzenia wyspy? Zdradzę Wam w tajemnicy, że to jeszcze nie koniec 🙂 W kolejnym wpisie dalsza cześć miejsc, które trzeba zobaczyć będąc na Bali w Indonezji😉

Pozdrawiamy!

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *